Cześć ekipo! Ostatnio coraz częściej zdarza mi się nocować w lesie poza wyznaczonymi miejscami – głównie w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Z jednej strony to mega frajda i wolność, z drugiej – trzeba uważać, żeby nie narobić szkód i nie wpakować się w niepotrzebne kłopoty z leśnikami czy strażą leśną.
Zastanawiam się, jak Wy podchodzicie do wyboru miejsca na dziki biwak. Ja staram się trzymać kilka zasad: nigdy nie rozbijam się na szlaku, szukam polan z dala od młodych nasadzeń, nie ścinam drzew, a ognisko tylko w miejscach już wydeptanych i najlepiej w przenośnym palenisku. Ale ile w tym prawdy, a ile mitów? Czy faktycznie leśnicy przymykają oko na jedną noc w głębi lasu, jeśli nie ma śladów po nas? Jakie macie doświadczenia – czy zdarzyło Wam się dostać mandat albo zostać przegonionym? I czy macie jakieś patenty na wybór miejscówki, która nie rzuca się w oczy i nie szkodzi runu leśnemu?
Podzielcie się swoimi historiami i zasadami – może wypracujemy wspólny kodeks dzikiego biwakarza PerunPath!